Niebo nad Frostbergiem

Posted: 23 Kwiecień 2011 by RedNacz in Z sniegiem w tle

Spienione fale błękitnego morza zalewały rozpalony piasek.
Plaża ciągnęła się po horyzont zawijając ku wschodowi pod pochylonymi nań palmami. Ciepła bryza łagodnie poruszała liśćmi kolorowych kwiatów rozsianych na krawędzi piasku. Słonce odbijało się od skory nagiego muskularnego mężczyzny, atletyczne ciało pracowało mięśniami kiedy mknął rozpryskując fontanny wody.

Tuż zanim dwie smukłe kobiety chichocząc trzymały się za ręce. Mężczyzna rzucił się na głęboką wodę i zanurkował. Lśniące smugi światła ukazały rafę koralowa i roje małych tropikalnych rybek. Nurkujący wygiął ręce przed siebie i mocno poruszając nogami ruszył w stronę dna.
Na jednym z różnobarwnych koralowców spoczywała muszla z lśniącą perlą. Mężczyzna złapał ja i odbiwszy się od dna ruszył ku powierzchni. Piękno perły i jej wielkość była wręcz oszałamiająca, uwaga jaką jej poświecił nie pozwoliła mu spostrzec zbliżającej się przeszkody.
Ból uderzenia i paniczny ruch spowodowały ze perła wyleciała z dłoni i popłynęła ku otchłani. Światło odbijane przez nią przygasało gdy oddalała się w pustkę. Mężczyzna spojrzał w górę i jeszcze raz ruszył ku powierzchni. Ta przywitała go kolejnym uderzeniem pokrywającej ją tafli . Dłonie wędrowały ku świetlistej przestrzeni, nigdzie jednak nie można było znaleźć najmniejszej nawet szczeliny.
Bąble powietrza mknęły z ust nurka gdy ten panicznie rozpoczął uderzać w oddzielającą go od powierzchni zasłonę. Zimno ogarnęło wszystko, woda zmieniła się z błękitno-świetlistej w brunatnoszary odmęt. Przez przezroczystą materie bariery widać było jak na brzegu dwie nagie kobiety wskazywały miotającego się pływaka i wybuchały kolejnymi salwami śmiechu.
Przemożne zimno ogarnęło wszystko gdy mrok głębin pochłaniał nieruchome ciało.

Charkot krztuszenia się wypełnił sale. Rozdziawiona twarz otyłego starca nabiegła czerwienią. Ktoś szybko dobiegł i uderzył mocno w wielkie kołyszące się piersi. Spazm rzucił ciałem, a plwociny poszybowały lukiem ku posadzce. Starzec dyszał ciężko charcząc a rozglądając się wybałuszał oczy.

- Co to kurwa ma być!- wrzasnął przeraźliwie – Za co ja wam płace?!. Wszyscy skończycie w podziemiach eugeników, psy parszywe!. Miała być łagodna przejażdżka, a nie tonięcie pod krą! Wy zaraz zobaczycie co to znaczy być pod krą!. Psioniki zafajdane!. Ja was zaraz odeślę do Nowego Berlina!. Tam wiedza jak z takim jak wy postępować, do obozu!. Wynosić się skurwizdrzaly jajogłowe!.

Trzech siedzących wokoło łoża mężczyzn poderwało się natychmiast na równe nogi. Ich ogromne czoła i łyse głowy migotały jeszcze przez chwile gdy w panice przepychali się u drzwi.

-Pieprzone psioniczne wynalazki – rzucił im na odchodne grubas i sięgnął po stojący na ziemi kielich.

Ogromną sale wypełniało kłębowisko ciepłowniczych rur, w oddali kołysały się płomienie kominka. Na obszernym stole stała aparatura psioniczna podłączona ze słojem w którym pływała zmumifikowana głowa. Zjadliwy trupi uśmiech przywitał grubasa gdy ten wiercił się na łóżku. Leżysko składało się ze stosu gumowych termoforów, wełnianych koców i kolorowych poduszek, a u wezgłowia spoczywał pies. Pies, a właściwie splot monstrualnych kłów, pazurów i mięśni zwanym psowatym.
Za oknami powoli wstawał wschód, światło przebijało się niechętnie do sali jakby węsząc w jej wnętrzu coś równie nieprzyjemnego jak jej mieszkaniec.
Przez uchylone drzwi wszedł chudy wysoki urzędnik z zawieszonymi na piersi insygniami. Nieśmiało ruszył w stronę łoża.
- Jego wielmość General pozwoli, gość jest, już od godziny czeka, kazał jego wielkość zawsze dla tego gościa specjalnie priotypety dawać. – wyszeptał kanclerz.
-Priorytedy! Baranie! Dawać tu, szybko! – masując tłuste fałdy szyjne wykrzyknął nagi grubas.
Wstał stękając i posapując po czym pokuśtykał ku otwartej komodzie. Wyciągnął z niej długą futrzana narzutę pełną doczepionych medali. Gdy obwiązywał swoje wielkie cielsko groźny czworonóg podniósł się i podbiegł do drzwi ujadając.
- Zamknij jadaczkę parszywy gnilcu – rzucił Generał krótko.
W drzwiach stała smukła kobieta, kiedy wchodziła do środka, w świetle świtu wpadającego przez inkrustowane okna, jej sylwetka kusząco poruszała się.

- Witam najukochańsza, jak mogę Ci dziś pomoc? Czym zasłużyłem sobie że w moje skromne żołnierskie progi zagląda sama Róża Luksemburg?

- Oszczędź sobie farmazonów Koniecpolski, nie znamy się od wczoraj, a ja nie przyszłam tutaj tracić czas. Wczoraj odbyłam arcyciekawą rozmowę… .

Nad Frostbergiem wstawał nowy dzień.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s